poniedziałek, 3 lutego 2014

Coming Out - część 3.

Dzięki Jieru Akai mamy już 3 częśc.. dziękuję Ci bardzo za korektę tego.. :3
__________________________
Padało. Tego dnia niebo płakało, nie wiedząc czemu. Siedzieliśmy ma naszym białym bay window (parapet do siedzenia) i spoglądaliśmy na ścigające się krople deszczu. Tego dnia oboje milczeliśmy. Poprzedniego wieczoru odbyliśmy ciężką rozmowę. Płakałem.. Opowiedziałem mu o dystansie i złości, jaką poczułem od Rei’a tamtego dnia, gdy powiedzieliśmy o nas chłopakom.
- To pewnie przejściowe... nie martw się..
Usłyszałem te słowa, wypowiedziane przez niego i coś mnie zabolało. Rei był naszym przyjacielem, członkiem zespołu.. Był.. jest. Ale tamtego dnia.. jak nigdy wcześniej chciałem go zobaczyć, porozmawiać z nim. Kazami twierdził, że to bezsensowne, że pewnie się "nakręcił na mnie" i potrzebuje czasu. Te słowa bolały. Nie wiedziałem dlaczego... nie chciałem tracić przyjaciela..a tym bardziej nie chciałem, żeby to nas podzieliło. Chciałem zobaczyć jego subtelny uśmiech... Przymknąłem oczy i niepewnie oparłem głowę o ramię mej bliźniaczej duszy. Wdychałem zapach jego żelu pod prysznic i błądziłem. Szukałem w pamięci jakiegoś śladu, tego co mogłoby mi wytłumaczyć zachowanie basisty. Nie wierzę, by mnie kochał... On.. nawet nie ma powodu. Widywaliśmy się prawie tylko na próbach. Łączyła nas przyjaźń, nie miłość. On na pewno się myli...
Nie wiedzieć czemu, do moich oczu napłynęły łzy, czułem się jak bohater visual novel.. utknąłem.. w miłosnym trójkącie czy co? Przecież Kazami kocha mnie, a ja jego.. więc.,. czemu Rei miałby... to zbyt wiele dla mnie. Musnąłem ustami policzek mej miłości, poczułem jak wyraz jego twarzy zmienia się w delikatny uśmiech. Zsunąłem się na ziemię i powędrowałem do łazienki. Zimna woda pobudziła mięśnie mojej twarzy, nadając jej lekko różowego koloru. Spojrzałem w swe odbicie. Mimo przyjaciół i serca przepełnionego  odwzajemnionym uczuciem w szklanej tafli ujrzałem cień człowieka. Strach i ból.. Niepewność. Chciałbym coś wiedzieć, być silniejszy. Naprawdę nie wiem, co się dzieje. Może to stres.. niedługo V-ROCK FESTIVAL. Kolejny ciężki występ przed nami... może niepotrzebnie się martwię..? Każdy ma prawo mieć gorszy dzień... wmawiałem sobie cokolwiek byle nie płakać.. mimo to łzy ciekły po moich policzkach. Osunąłem się na podłogę, oparłem o ścianę i płakałem.. tak po prostu. Jakby to była jedyna droga do rozwiązania problemu, przemyśleć wszystko kiedy pogrążam się w żalu. Postanowieniem dać sobie nieco czasu.
*Kilka godzin później*
.Gdybym ja potrafił dotrzymywać własnych postanowień... Zadzwoniłem do niego.. i po co? Teraz siedzę w domu i odbijam się z kąta w kąt, czekając aż zawita do mych drzwi. Kazami nie był zadowolony, nie zdziwiło mnie to. Rei był oziębły.. ja popadałem w paranoję, a on nie mógł mi pomóc bo to działo się we mnie i tylko we mnie. Był dla mnie wsparciem, ale w jego przeświadczeniu to było za mało. Mimo to cierpliwie wysłuchiwał mojego gadania... Był ze mną, po prostu był. To wspaniałe, choć widok zmartwienia na jego twarzy nigdy wcześniej nieskalanej smutkiem bardzo mnie przygnębiał. Nie chciałem tego.. nie chciałem pogrążać go wraz ze sobą.
Ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Ruszyłem w kierunku drzwi, nogi uginały się pode mną.. nie minął mój żal. W drzwiach stanął brązowowłosy ze znudzoną miną. Wszedł do środka, obrzucając mnie zaledwie spojrzeniem. Łagodniejszy był na szczęście dla mojego ukochanego, nawet na niego nie spojrzał. Ten chłód bolał. Powoli wyjaśniłem mu, dlaczego chciałem się zobaczyć i porozmawiać. Opowiedziałem też o moim strachu dotyczącym i pracy.. i naszych czysto przyjacielskich relacji. Przez cały czas mego monologu milczał. Mimo że starałem się ostrożnie dobierać słowa, zauważyłem zmarszczkę niezadowolenia, pojawiającą się powoli na jego czole. Machnął tylko ręką, nie odzywając się.. to było jak dobrze wymierzony policzek.. bolesne. Uznał, że nie będzie ze mną teraz rozmawiać i wyszedł. Oniemiałem... nie miałem sił na płacz. Po prostu mną wstrząsnęło... poczułem kilka dredów opadających na moje plecy i mocny uścisk. Poczułem znajomy zapach owoców i ciepło bijące od ciała Kazami'ego. Zamknąłem oczy wtulając się ufnie, tej nocy nie zmrużyłem oka..

8 komentarzy:

  1. Biedny... ;-; Nie lubię kiedy ktoś płacze. :c
    A Ty zdecydowanie zbyt dobrze piszesz. >.<
    Też bym tak chciała, no... ;-;
    Napisałabym coś jeszcze, ale nigdy nie wiem, co. Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się.. ja też nie potrafię pisać wybitnych komentarzy.. dziękuję :3

      Usuń
  2. Nimu wkracza do akcji. c:
    No, kochanie ty moje, śmiem stwierdzić, iż uwielbiam to jak piszesz.
    A teraz pozwól, że palnę coś głupiego, na mój iloraz inteligencji;
    Chcę więcej, chcę więcej, pisz, pisz, pisz, chcę więcej, bo jestem ciekawa co dalej, co z tego że mi opowiadałaś cały scenariusz. ; A ;
    Tak więc, czekam z niecierpliwieniem na kolejne rozdziały.
    Weny życzę, bejb. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się nie zawieść Ciebie kochanie c;

      Usuń
  3. Zrobiłaś z niego strasznego mięczaka ale to nic. Wybaczam Ci, żono. Haha

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma sprawy, ale masz błąd w tytule :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Po pytania zapraszam tutaj: http://rottenbuyer.blogspot.com/2014/02/nowosci-liebster.html Miłej zabawy!(>ω・)
    PS. Przepraszam za spamik, konkretny komentarz do postu dodam... później~

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co mi się w tym najbardziej podoba?
    Chyba to że piszesz to z taką lekkością... U Ciebie pisanie wydaje się być tak naturalne, jak... jedzenie czekolady?
    A równocześnie trzyma w napięciu :)

    OdpowiedzUsuń