Dzięki Jieru Akai mamy już 3 częśc.. dziękuję Ci bardzo za korektę tego.. :3
__________________________
Padało.
Tego dnia niebo płakało, nie wiedząc czemu. Siedzieliśmy ma
naszym białym bay window (parapet do siedzenia) i spoglądaliśmy na
ścigające się krople deszczu. Tego dnia oboje milczeliśmy.
Poprzedniego wieczoru odbyliśmy ciężką rozmowę. Płakałem..
Opowiedziałem mu o dystansie i złości, jaką poczułem od Rei’a
tamtego dnia, gdy powiedzieliśmy o nas chłopakom.
-
To pewnie przejściowe... nie martw się..
Usłyszałem
te słowa, wypowiedziane przez niego i coś mnie zabolało. Rei był
naszym przyjacielem, członkiem zespołu.. Był.. jest. Ale tamtego
dnia.. jak nigdy wcześniej chciałem go zobaczyć, porozmawiać z
nim. Kazami twierdził, że to bezsensowne, że pewnie się "nakręcił
na mnie" i potrzebuje czasu. Te słowa bolały. Nie wiedziałem
dlaczego... nie chciałem tracić przyjaciela..a tym bardziej nie
chciałem, żeby to nas podzieliło. Chciałem zobaczyć jego
subtelny uśmiech... Przymknąłem oczy i niepewnie oparłem głowę
o ramię mej bliźniaczej duszy. Wdychałem zapach jego żelu pod
prysznic i błądziłem. Szukałem w pamięci jakiegoś śladu, tego
co mogłoby mi wytłumaczyć zachowanie basisty. Nie wierzę, by mnie
kochał... On.. nawet nie ma powodu. Widywaliśmy się prawie tylko
na próbach. Łączyła nas przyjaźń, nie miłość. On na pewno
się myli...
Nie
wiedzieć czemu, do moich oczu napłynęły łzy, czułem się jak
bohater visual novel.. utknąłem.. w miłosnym trójkącie czy co?
Przecież Kazami kocha mnie, a ja jego.. więc.,. czemu Rei miałby...
to zbyt wiele dla mnie. Musnąłem ustami policzek mej miłości,
poczułem jak wyraz jego twarzy zmienia się w delikatny uśmiech.
Zsunąłem się na ziemię i powędrowałem do łazienki. Zimna woda
pobudziła mięśnie mojej twarzy, nadając jej lekko różowego
koloru. Spojrzałem w swe odbicie. Mimo przyjaciół i serca
przepełnionego odwzajemnionym uczuciem w szklanej tafli
ujrzałem cień człowieka. Strach i ból.. Niepewność. Chciałbym
coś wiedzieć, być silniejszy. Naprawdę nie wiem, co się dzieje.
Może to stres.. niedługo V-ROCK FESTIVAL. Kolejny ciężki występ
przed nami... może niepotrzebnie się martwię..? Każdy ma prawo
mieć gorszy dzień... wmawiałem sobie cokolwiek byle nie płakać..
mimo to łzy ciekły po moich policzkach. Osunąłem się na podłogę,
oparłem o ścianę i płakałem.. tak po prostu. Jakby to była
jedyna droga do rozwiązania problemu, przemyśleć wszystko kiedy
pogrążam się w żalu. Postanowieniem dać sobie nieco czasu.
*Kilka
godzin później*
.Gdybym
ja potrafił dotrzymywać własnych postanowień... Zadzwoniłem do
niego.. i po co? Teraz siedzę w domu i odbijam się z kąta w kąt,
czekając aż zawita do mych drzwi. Kazami nie był zadowolony, nie
zdziwiło mnie to. Rei był oziębły.. ja popadałem w paranoję, a
on nie mógł mi pomóc bo to działo się we mnie i tylko we mnie.
Był dla mnie wsparciem, ale w jego przeświadczeniu to było za
mało. Mimo to cierpliwie wysłuchiwał mojego gadania... Był ze
mną, po prostu był. To wspaniałe, choć widok zmartwienia na
jego twarzy nigdy
wcześniej nieskalanej smutkiem bardzo mnie przygnębiał. Nie
chciałem tego.. nie chciałem pogrążać go wraz ze sobą.
Ciszę
przerwał dzwonek do drzwi. Ruszyłem w kierunku drzwi, nogi uginały
się pode mną.. nie minął mój żal. W drzwiach stanął
brązowowłosy ze znudzoną miną. Wszedł do środka, obrzucając
mnie zaledwie spojrzeniem. Łagodniejszy był na szczęście dla
mojego ukochanego, nawet na niego nie spojrzał. Ten chłód bolał.
Powoli wyjaśniłem mu, dlaczego chciałem się zobaczyć i
porozmawiać. Opowiedziałem też o moim strachu dotyczącym i
pracy.. i naszych czysto przyjacielskich relacji. Przez cały czas
mego monologu milczał. Mimo że starałem się ostrożnie dobierać
słowa, zauważyłem zmarszczkę niezadowolenia, pojawiającą się
powoli na jego czole. Machnął tylko ręką, nie odzywając się..
to było jak dobrze wymierzony policzek.. bolesne. Uznał, że nie
będzie ze mną teraz rozmawiać i wyszedł. Oniemiałem... nie
miałem sił na płacz. Po prostu mną wstrząsnęło... poczułem
kilka dredów opadających na moje plecy i mocny uścisk. Poczułem
znajomy zapach owoców i ciepło bijące od ciała Kazami'ego.
Zamknąłem oczy wtulając się ufnie, tej nocy nie zmrużyłem oka..
Biedny... ;-; Nie lubię kiedy ktoś płacze. :c
OdpowiedzUsuńA Ty zdecydowanie zbyt dobrze piszesz. >.<
Też bym tak chciała, no... ;-;
Napisałabym coś jeszcze, ale nigdy nie wiem, co. Przepraszam.
Nie przejmuj się.. ja też nie potrafię pisać wybitnych komentarzy.. dziękuję :3
UsuńNimu wkracza do akcji. c:
OdpowiedzUsuńNo, kochanie ty moje, śmiem stwierdzić, iż uwielbiam to jak piszesz.
A teraz pozwól, że palnę coś głupiego, na mój iloraz inteligencji;
Chcę więcej, chcę więcej, pisz, pisz, pisz, chcę więcej, bo jestem ciekawa co dalej, co z tego że mi opowiadałaś cały scenariusz. ; A ;
Tak więc, czekam z niecierpliwieniem na kolejne rozdziały.
Weny życzę, bejb. c:
Postaram się nie zawieść Ciebie kochanie c;
UsuńZrobiłaś z niego strasznego mięczaka ale to nic. Wybaczam Ci, żono. Haha
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy, ale masz błąd w tytule :3
OdpowiedzUsuńWitam. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Po pytania zapraszam tutaj: http://rottenbuyer.blogspot.com/2014/02/nowosci-liebster.html Miłej zabawy!(>ω・)
OdpowiedzUsuńPS. Przepraszam za spamik, konkretny komentarz do postu dodam... później~
Wiesz co mi się w tym najbardziej podoba?
OdpowiedzUsuńChyba to że piszesz to z taką lekkością... U Ciebie pisanie wydaje się być tak naturalne, jak... jedzenie czekolady?
A równocześnie trzyma w napięciu :)