Jasność. Obudziło mnie przerażająco jasne światło poranka. Kazami odsunął
zasłony, tym samym zalewając naszą fioletową sypialnię kolorami, wywołanymi promieniami
słońca, które rozszczepione były przez kryształki zawieszone na oknie. Obaj lubimy
tę delikatną wariację barw. Przetarłem oczy, odgarniając włosy z twarzy i
zerknąłem na niego. Jak zwykle piękny. Spojrzałem głęboko w jego łagodne oczy,
uśmiechając się lekko. Zawsze to robiłem, widząc te dwie czarne perełki. Jest
taki naturalny w swoim sposobie bycia, taki lekki... nie zmienił się od kiedy
go poznałem.
Dla niego wszystko jest proste, nie martwi się, nie odlicza do niczego. On
tylko jest. Zawsze zastanawiało mnie skąd on bierze tyle spokoju, skąd ta
pewność siebie przejawiana każdym drobnym gestem. Jest jak młody kociak -
spokojny i niewinny zarazem, zachowując swój pazur… Wstał, wtuliłem się w jego
silne ramiona. To dziwne... tak delikatny i silny jednocześnie. Jest idealny
dla mnie. Choć boję się, że mógłby się ulotnić. A gdyby zniknął? Nie
wytrzymałbym. Powrót do samotności zabiłby mnie.
Znów pogrążyłem się w myślach zamiast wstać. Wsunąłem na siebie pierwsze
lepsze ubrania wyciągnięte z szafy i poszedłem do kuchni po sok
pomarańczowy. Mój kochany patrzył na mnie uważnie.
- Yugiri...
Usłyszałem swe imię w jego ustach. Brzmiało jak nieznana, cudowna melodia.
-...zjedz coś...
Mówiąc to, podsunął mi banana. Wiem, że nie zachwycał go fakt mojej diety.
Kiedyś, w sumie całkiem niedawno, wmawiałem sobie, że robię to dla siebie, żeby
mieć poczucie własnej wartości. Dopiero On uświadomił mi, dlaczego to robię.
Dlatego, że publika wymaga ode mnie bycia idealnym. Przez to podświadomie obaj
chcieliśmy być idealni. Choć Kazami... jest świetnym perkusistą,
przyjacielem... kochankiem. To dzięki niemu byłem gotów iść tam tego dnia i
powiedzieć chłopakom wszystko. Graliśmy już jakiś czas. Razem pisaliśmy
piosenki, przeżywaliśmy mieszankę stresu i strachu przed występem w
Takanobaba Area. Zrozumieją to, prawda? Bałem się tak, jak wtedy gdy
pierwszy raz wyznałem mu co czuję. Głupi ja, czego tu się bać? On
jest częścią zespołu, nieodłączną częścią DaizyStripper i rozumie moje uczucia.
To on grał wcześniej z chłopakami i pokazał mi siłę moich uczuć i naszej
miłości. Mayu, Nao i Rei... nie odrzucą nas... w to muszę wierzyć. Przecież od
czegoś trzeba zacząć.
- Yugi, weź się w garść. To nie czas na strach - usłyszałem cichy szept jego
głosu i poczułem ciepły oddech na policzku. Wyszliśmy, serce waliło mi
jak szalone.
*Jakiś czas później przed salą prób*
- Kazami... ja nie dam rady... - rzuciłem cicho i panicznie, choć miałem
wrażenie, że pozostali słyszeli moje słowa. Spojrzeli na nas i jak zwykle
ciepło przywitali. Poczułem, jak krew uderzała mi do głowy… wdech… wydech…
Jak dla mnie, tutaj bardzo pokazujesz to czego nie pokazujesz na co dzień...
OdpowiedzUsuńTę kruchą i małą istotę chowająca się gdzieś w głębi...