czwartek, 2 stycznia 2014

Coming Out - Część 1

Jasność. Obudziło mnie przerażająco jasne światło poranka. Kazami odsunął zasłony, tym samym zalewając naszą fioletową sypialnię kolorami, wywołanymi promieniami słońca, które rozszczepione były przez kryształki zawieszone na oknie. Obaj lubimy tę delikatną wariację barw. Przetarłem oczy, odgarniając włosy z twarzy i zerknąłem na niego. Jak zwykle piękny. Spojrzałem głęboko w jego łagodne oczy, uśmiechając się lekko. Zawsze to robiłem, widząc te dwie czarne perełki. Jest taki naturalny w swoim sposobie bycia, taki lekki... nie zmienił się od kiedy go poznałem.
Dla niego wszystko jest proste, nie martwi się, nie odlicza do niczego. On tylko jest. Zawsze zastanawiało mnie skąd on bierze tyle spokoju, skąd ta pewność siebie przejawiana każdym drobnym gestem. Jest jak młody kociak - spokojny i niewinny zarazem, zachowując swój pazur… Wstał, wtuliłem się w jego silne ramiona. To dziwne... tak delikatny i silny jednocześnie. Jest idealny dla mnie. Choć boję się, że mógłby się ulotnić. A gdyby zniknął? Nie wytrzymałbym. Powrót do samotności zabiłby mnie.
Znów pogrążyłem się w myślach zamiast wstać. Wsunąłem na siebie pierwsze lepsze ubrania wyciągnięte  z szafy i  poszedłem do kuchni po sok pomarańczowy. Mój kochany patrzył na mnie uważnie.
- Yugiri...
Usłyszałem swe imię w jego ustach. Brzmiało jak nieznana, cudowna melodia.
-...zjedz coś...
Mówiąc to, podsunął mi banana. Wiem, że nie zachwycał go fakt mojej diety. Kiedyś, w sumie całkiem niedawno, wmawiałem sobie, że robię to dla siebie, żeby mieć poczucie własnej wartości. Dopiero On uświadomił mi, dlaczego to robię. Dlatego, że publika wymaga ode mnie bycia idealnym. Przez to podświadomie obaj chcieliśmy być idealni. Choć Kazami... jest świetnym perkusistą, przyjacielem... kochankiem. To dzięki niemu byłem gotów iść tam tego dnia i powiedzieć chłopakom wszystko. Graliśmy już jakiś czas. Razem pisaliśmy piosenki, przeżywaliśmy mieszankę stresu i strachu przed występem w  Takanobaba Area. Zrozumieją to, prawda? Bałem się tak, jak wtedy gdy pierwszy raz wyznałem mu co czuję. Głupi ja, czego tu się bać? On jest częścią zespołu, nieodłączną częścią DaizyStripper i rozumie moje uczucia. To on grał wcześniej z chłopakami i pokazał mi siłę moich uczuć i naszej miłości. Mayu, Nao i Rei... nie odrzucą nas... w to muszę wierzyć. Przecież od czegoś trzeba zacząć.
- Yugi, weź się w garść. To nie czas na strach - usłyszałem cichy szept jego głosu  i poczułem ciepły oddech na policzku. Wyszliśmy, serce waliło mi jak szalone.
*Jakiś czas później przed salą prób*
- Kazami... ja nie dam rady... - rzuciłem cicho i panicznie,  choć miałem wrażenie, że pozostali słyszeli moje słowa. Spojrzeli na nas i jak zwykle ciepło przywitali. Poczułem, jak krew uderzała mi do głowy… wdech… wydech…

1 komentarz:

  1. Jak dla mnie, tutaj bardzo pokazujesz to czego nie pokazujesz na co dzień...
    Tę kruchą i małą istotę chowająca się gdzieś w głębi...

    OdpowiedzUsuń