środa, 1 stycznia 2014

Coming Out - Prolog + hellou

Ave!
To pierwsza moja notka na tym blogu. Pojawiałam się wcześniej na serwisach typu onet.pl czy pinger. Może ktoś mnie kojarzy? Huhu.. miło by było. Nie ma co owijać w bawełnę, przed wami kawałek mojego prania mózgu o.O"

~Yoshi
____________________________________________________

Tytuł: Coming Out
Paring: Yugiri x Kazami (DaizyStripper)
Gatunek: Fluff
Rating: G
Ostrzeżenia: brak


Dorosłość? Kojarzyłem ją zawsze ze stałą pracą, rodziną, domem. I co? Dążyłem do tego, ale... Zawsze jakieś "ale" się pojawiało. Była nim moja nieudolność w kontaktach z kobietami. Chciałem, ja naprawdę próbowałem. Problem w tym, że każda była dobrą przyjaciółką, niczym więcej. Zawsze brakowało tego.. "Czegoś". Blasku w oku, ton głosu wydawał się zbyt miękki. Tak naprawdę szukałem drapieżnego zwierzęcia, które ujarzmiłoby moje szalejące z rozpaczy serce.
Sam. Zawsze byłem sam, mimo ludzi  dookoła. Szukałem wsparcia, radości.. ucieczki od frustracji, która pożerała mnie kawałek po kawałku. I znalazłem. Drapieżnik, którego szukałem okazał się czystym złem. Dullahanem, który nocami przemierzał drogi wyśnionych przeze mnie miast.
Miłość, której nie mogłem znaleźć sama do mnie przyszła. Uderzyła jak piorun paraliżując zmysły i zdrowy rozsądek. Opanowała całkowicie mój mały świat, burząc jego porządek. Kryłem się z tym przed światem i przed sobą, bałem się.
Przerażał mnie drapieżny błysk w oku, buntowniczy wyraz twarzy i niewinna postura. Spędzane razem chwile umykały, a ślad obecności tej jednej osoby pozostawał trwałe blizny w mej psychice.
Wreszcie nadszedł moment, gdy wszystko we mnie pękło. Wylała się ze mnie cała ta miłość, którą dusiłem w sobie od kiedy tylko ujrzałem ten zbuntowany uśmiech. W końcu, gdy wyznałem co czuję... uciekłem. Wydawało mi się to tak.. irracjonalne.
Cierpiałem. Rany na duszy nie goiły się, a przecież sam byłem ich autorem, więc czemu?..
Zacząłem bać się tego, że ktoś się dowie. Praca... jej chciałem oddać się bez reszty, ale on  przyszedł - mój Kat. Zamknął mnie w swych ramionach, ukoił nerwy. Byłem szczęśliwy i rozbity. W końcu znalazłem swoje miejsce, swą miłość, ale.. znów to "ale" nie mogłem zdefiniować moich uczuć. Mieszanki strachu i ekscytacji. Z niedowierzaniem i uwielbieniem wodziłem wzrokiem po sylwetce mej miłości, mej udręki. Chciałem tylko być przy niej, i teraz mogłem... jestem. Choć nadal nie do końca wszystko rozumiem... Wraz z początkiem tej szalonej miłości runęły wszystkie moje ideały i fundamenty wychowania. Pojęcie słowa "rodzina". Uczono mnie co prawda, że w życiu wszystkiego można się spodziewać, lecz nigdy bym nie pomyślał, że błysk w oczach, twarz która śniła nim ją poznałem... okaże się mężczyzną.
Minął już rok od kiedy trwa to szaleństwo, a ja wciąż nie dowierzam w ogrom mego szczęścia... Chciałbym, żeby on nigdy nie zniknął.. by zawsze był. I aby wiedział, ile dla mnie znaczy ale czy świat.. nasz mały świat jest na to gotowy? Jak nas przyjmie i czy pozwoli nam trwać? Czy damy radę? Czas na "coming out" ... A ja? Znów się boję... Czy dam radę? Nie wiem, ale proszę.. Kazami nie opuszczaj mnie.. nigdy..

2 komentarze:

  1. Yoshi, Ty mała cholero! Weź wyjdź z tym talentem! >.< Jak Oni normalnie... Dlaczego Wy tak genialnie piszecie? ;-; To niesprawiedliwe...
    Mam małą prośbę: jakbyś mogła powiększyć czcionkę, byłoby fajnie. :3
    Cholera, nie umiem pisać komentarzy. A chciałabym to należycie skomentować, bo TO JEST GENIALNE. ;-;
    Czekam na więcej, kochanie. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest świetne, wciąga - z każdym zdaniem chcę więcej i więcej!

    OdpowiedzUsuń