wtorek, 8 września 2015

Coming Out - Część 7

Dedyk dla Black Cherry <3
Za zmuszenie mnie do wstawienia ( i skończenia)
w końcu tej części. Weźcie mnie zmotywujcie do pracy ;;

____________________________________________

Zerwałem się rano z łóżka zlany zimnym potem. Rozejrzałem się ostrożnie po pokoju czując na sobie czyjś wzrok, dałbym sobie palce uciąć, że zamykałem drzwi na klucz. W pokoju z powodu zasuniętych zasłon, panował półmrok. Mrużąc oczy rozejrzałem się jeszcze raz. Nic, pewnie jakieś muchopodobne żyjątko mnie obudziło. Rzuciłem się z powrotem na poduszkę i nim zdążyłem zamknąć me zmęczone oczęta usłyszałem pomrukiwanie dochodzące z łazienki. Zmuszając się do powstania, niczym zombie na mózgowym głodzie, powlokłem się by odkryć źródło hałasu. Porażające promienie żółtego światła parzyły me gałki oczne przez ułamki sekund nim oczy przyzwyczaiły się do jasności, która ogarnęła łazienkę po włączeniu światła. Rozglądając się uważnie nie odkryłem nic nowego! Co za zdziwienie, co za ból! Moja wyobraźnia najwyraźniej płatała mi figle. Gasząc światło ruszyłem do łózka. No właśnie.. gdzie ono jest?! Dałbym sobie głowę ściąć, że na środku pokoju stało łózko. A teraz go nie ma. Stres i zmęczenie naprawdę ostro pieprzyły mój mózg skoro zapomniał zmaterializować mi jedyną pociechę przed oczyma. Nie zważając na to co mówił wzrok szedłem w kierunku niewidzialnej łodzi świętego spokoju, kiedy znów usłyszałem powarkiwanie. Tym razem zza moich pleców. Odwróciłem się w tył, i potem znów wracając do wyjściowej pozycji. Gdzieś zniknął mi pokój, w sumie wszystko.
To chyba stan przed omdleniem, skoro nic nie widzę to zaraz padnę i obudzę się za parę dłuższych lub krótszych chwil z bólem czaszki i kończyn. Meh.. gotowy poczuć wiotczenie wszystkiego co mogło poddać się tej czynności znów usłyszałem warki. 
No ludzie... miałem nadzieję, że nie okaże się to jakiś bezpański pies odbywający prymitywne tańce godowe z kubłem na śmieci lub - co gorsza - walczący z jakimś pitbullem o panienkę. W sumie mógłbym się od niego w takim razie uczyć, zamiast walczyć o swoje uciekłem i odstawiałem szopkę niczym diva za piątaka. 
Zmierzając w kierunku warczącego czegoś z zamiarem sprawdzenie i ewentualnej edukacji potknąłem się o kabel. Skąd to się kurwa wzięło? Yugi.. ciamajdo, weź się w garść.

Wstałem, pies chyba nawiał bo wszystko ucichło. No prawie.. znowu odwróciłem się, tym razem z rezygnacją i miną Taigi z Toradory mówiącej "co znowu" i.. zamarłem. Chyba odstawię kawę. W miejscu mego łóżka, dokładnie w tych trzech metrach kwadratowych stała.. mikrofala.. Wielkości.. mnie? Świeciła swoim żółciutkim światełkiem ze środka i.. warczała na mnie? Nie no, proszę.. tylko nie mikrofala!
Nie cierpię tego urządzenia, wręcz się go boję (od kiedy przypaliło mi ciastka), a ono na mnie warczy!
Chciałem uciekać co sił, ale moja mizerna próba ucieczki skończyła się upadkiem i zaplątaniem w kabel, o którym nawiasem mówiąc, zapomniałem! Trzęsąc się ze strachu i zdumienia zadawałem sobie pytania,mające odpowiedzieć mi co takiego zrobiłem, że zginę tak marnie. Niestety nie dane było mi poznać odpowiedzi. Mikrofala podskakiwała w moim kierunku wydając z siebie irytujące "ding". Świetnie... wylądowałem na talerzu jako świeży kąsek dla mojego kata. Próbowałem się zerwał i pieprznąłem o coś głową. Pocierając czoło z szeroko otwartymi oczami i cały zlany potem znalazłem się w hotelowym łóżku. Koszmar, tragedia, paranoja i masakra. Kazami..przytul! 

Co ja pieprzę, jego ze mną nie ma, jestem sam. Do łazienki nie poszedłem, chyba się bałem. Tak więc tym oto sposobem, po koszmarnej nocy wylądowałem skulony jak szczenię pod kołdrą czekając aż książę na białym koniu mnie uratuje, jak już mnie oczywiście znajdzie. 
Tylko,że ten książę chyba mnie nie odszuka... 

2 komentarze:

  1. Co on brał? xD
    Jak zwykle podoba mi się Twój styl. ^^
    Ale o co chodzi z tą mikrofalówką? xD
    Dobra, czekam grzecznie na ciąg dalszy, może się wyjaśni. I dziękuję za dedykację. :*
    A napiszesz dla mnie coś z Shindym? *.*

    OdpowiedzUsuń