Paring: Toya x jakiś tam randomowy człowiek
Uwagi: Przepraszam za błędy i wszystkie niedopatrzenia.. pisanie ego do piatej rano było.. niezapomniane.
***
Szybki
prysznic, przelotne całusy, wyjście osobnymi drzwiami i usta, które
zamarły w półuśmiechu. Adam i jego zielonowłosy przyjaciel
siedzieli leniwie w głównym holu ba skórzanych kanapach oczekując
na klientów. Shota nie wytrzymując złości opieprzał ich za
zniknięcie zaraz po otwarciu. Nie przebierał w słowach
powstrzymując się tym samym od uduszenia tej dwójki, która najwyraźniej
nic sobie nie robiła z jego słów. Mimowolnie przeniósł wzrok na Adama i
westchnął ciężko odwracając się na pięcie, po czym stanął pod
ścianą i zaczął obserwować ludzi powoli napływających do lokalu.
Starsi mężczyźni i kobiety, młode piszczące dzierlatki w
cosplayach, które Toya z grzecznością wypraszał z lokalu. Odziany
w swą czerwoną kamizelkę Shindy złowił jakąś panienkę i
zniknął na piętrze. Do stojącego na bramce Toyi zaczął się
dobierać jakiś pan w starszym wieku. Toya nie mogąc poradzić
sobie ze spławieniem go, zawołał Shotę. Ten zmuszony podejść,
przybrał firmową minę ważniaka nr 5.
- W czym mogę pomóc szanownemu panu? - zwrócił się do owego zboczeńca w sposób chłodnym nie zdradzający żadnych emocji.
- Jestem zainteresowany tym panem, który mi odmawia usługi. - oburzony wskazał palcem na zdezorientowanego czarnowłosego.
- Ten oto stojący tu chłopiec to ochroniarz, nie dziwka, więc jeśli panu czekający tu mężczyźni nie odpowiadają, to proszę wyjść.
- Nie wyjdę. - chwycił Toyę za rękę i gwałtownie przyciągnął do siebie. - Chcę jego. - stwierdził poważnym tonem głosu.
- Czy mógłby pan opuścić lokal?
- Daję trzykrotność najwyższej stawki. - w czasie gdy dyskutowali, czarnowłosy starał się wyrwać z objęć starszego, siwiejącego mężczyzny. On nie będzie spał z napaleńcem, a na pewno nie z tym.
Shota
po długim namyśle przerwał milczenie.
- Toya, wybór jest twój. Ja cię nie zmuszam. - i szybko odszedł, zostawiając swego przyjaciela na pastwę losu i jego głupoty.
[TOYA]
- Trzykrotność stawki, tak? - szepnąłem cicho, rozmyślając w miarę długo nad tą całą sytuacją. Taką sumę mogę zdobyć teraz, wystarczy tylko, że prześpię się z tym zboczeńcem. Dobra korzyść, przecież takie pieniądze dostaję jako wypłatę, a tak dostanę to wszystko bezproblemowo.
- To jak? - facet przybliżył się znacznie do mnie, tak że poczułem jego perfumy, które na pewno nie są tanie. Mogę więc śmiało stwierdzić, że ów mężczyzna jest bogaty i dotrzyma umówionej stawki, może nawet dostanę więcej jak się postaram?
On,
zauważając moje wahanie, wsunął ręce pod moją bluzkę,
sprawiając, że poczułem się strasznie głupio.
- Chodźmy chociaż do któregoś z pokoi... - burknąłem cicho, bynajmniej tak, by usłyszał.
Zaśmiał
się cicho, po czym złapał mnie za rękę i zaprowadził mnie w
stronę schodów, a potem jednego z wolnych pokoi.
Moje
oczy ujrzały purpurowe ściany, na których wisiało kilka lamp
imitujących świeczniki z płonącymi świecami. Na podłodze
wyłożonej ciemnymi panelami leżał duży, czerwony i puchaty
dywan, a na nim sporych rozmiarów okrągłe łóżko z kilkoma
wielkimi poduchami. Okno przysłonięte czarnymi koronkowymi
zasłonami nie wpuszczało wiele światła. Gdzieniegdzie po kątach
stały zapachowe świeczki. Po bokach łóżka stały szafki
wypełnione przeróżnymi zabawkami. Od dildo po kajdanki i pejcze.
Odetchnąłem ciepłym powietrzem tego pokoju pochłaniając jego
atmosferę. Zostałem pchnięty na łóżko, zdezorientowany
pociągnąłem go za sobą. Widząc jak zawisł nade mną,
przeraziłem się. Dotarło do mnie na co się zgodziłem.
- Może mi chociaż powiesz jak masz na imię? - wyjąkałem, chcąc grać na czas. Może jeszcze zrezygnuje i odpuści? Nie chcę kasy, chcę zapomnieć o tej decyzji, błędnej decyzji.
- Keichi, skarbie. - zamruczał, podwijając mi bluzkę.
Spiąłem
się okropnie, przymykając oczy. Nie chcę na to patrzeć,
zdecydowanie.
- T-Toya... - szepnąłem, obserwując uważnie jego poczynania.
- A więc zabawimy się, wiesz o tym? Dziś będziesz moją zabawką, wiedz to. - nie dając mi chwili, wpił się w moje usta, rozchylając wargi językiem i pieszcząc wnętrze ust.
- A... nie był byś chętny na kogoś innego? - wyjąkałem spanikowany, kompletnie rezygnując z takiego układu.
- Chciałbyś chyba. Kości zostały rzucone. - poruszył brwiami znacząco po czym zaczął kąsać moja szyję przesuwając językiem od jednego do drugiego zaczerwienienia na mojej szyi.
W
tym czasie sięgnął skórzany pas, którym związał mi ręce.
Czułem się jak szczute zwierzę. On, który kupił dziś moje
ciało, związał mi ręce i pobudzał zmysły. Czułem jak moje
spodnie mimowolnie robią się ciasne gdy Keichi szeptał sprośne
rzeczy do ucha czasem przygryzając jego płatek. Dłońmi wodził po
moim ciele ściskając mój tyłek czy drapiąc po bokach i torsie.
Zabawiał się ze mną, jedynym ukojeniem i ucieczką były jego
palce. Długie i zniszczone pracą, które od czasu do czasu pozwalał
mi ssać bym nie robił hałasu. Po raz pierwszy w życiu modliłem
się o knebel. Niestety moje prośby nie miały zostać spełnione.
Dotykał moje ciało w sposób, w jaki nawet ja sam tego nie robiłem.
Celowo omijał moje krocze, a ja wiłem się pod dotykiem jego rąk.
Zastanawiałem się czy zamek w moich spodniach wytrzyma napięcie
mojego członka. Nagle przestał. Otworzyłem oczy patrząc na niego
i nie wiedząc co się dzieje.
- Rozbierz mnie, słodziaku. - jego głos przeciął ciszę jak strzała.
Spojrzałem
na mojego oprawcę pytająco.
- Mam związane ręce...
- Zębami głuptaku, zębami.
Popatrzyłem
na niego z niemałym szokiem, obmyślając plan ucieczki.
- A-Ale... - zacząłem cicho, aczkolwiek miał moje zdanie o całej sytuacji głęboko w poważaniu, ponieważ podniósł mnie do siadu, patrząc wyczekująco oraz ze zirytowaniem. Usiadł naprzeciw mnie.
Przybliżyłem
się starając się rozpiąć guziki jego koszuli. Rozpiąć, nie
powyrywać. Mocno męczyłem się z pierwszą piątką, potem poszło
z górki. Materiał był lekki i śliski, toteż biała koszula
zsunęła się po jego ramionach. Obserwowałem przez chwilę
delikatny zarys mięśni na jego ciele; silne ramiona i delikatnie
wypracowany brzuch. Nie wiedzieć czemu chciałem zobaczyć więcej.
Schyliłem się by mocować się z paskiem w jego spodniach. Po
krótkiej chwili udało mi się z tym wygrać, po czym skierowałem
swe usta w stronę jego rozporka. Namęczyłem się, żeby chwycić
zamek, aczkolwiek potem łatwiej mi się go udało rozbroić.
- Pobudź mnie, Toya – zaśmiał się drwiąco.
- To ściągaj spodnie, ja nie mogę. - wyszeptałem spoglądając na rozbierającego się kochanka.
Gdy
tylko rzucił ubrania w kąt, usiadł naprzeciw mnie i patrząc
wyczekująco. Schyliłem się i pomagając sobie językiem wziąłem
niepewnie jego organ do ust, ostrożnie sprawdzając smak (dopisek
Yoshi: bożee co za ukeeeee). Chwycił mnie za włosy i wypchnął
biodra do przodu wsadzając mi do całego do ust. Poruszał szybko
moją głową w tył i przód, a ja czułem jak twardnieje mi w
ustach. Mimowolnie, chcąc się nie zaślinić, językiem
dopieszczałem męskość Keichiego. Zakrztusiłem się, gdy
pociągnął mnie tak, bym usiadł na jego penisa. Krzyknąłem,
zakrył mi usta dłonią.
-
Zamknij się. - warknął, zaczynając się od razu poruszać w
odpowiadającym mu tempie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz