czwartek, 15 maja 2014

Coming Out - część 6.

W hotelu byłem drugi dzień. Nie powiem, strasznie brakowało mi Kazamiego. Jego ciepła, dotyku, słów. Wydawało mi się, że dni są puste, ale korzystałem na tym. Miałem czas pisać piosenki, może kiedyś będą przydatne. Co jakiś czas spoglądałem na wyświetlacz telefonu, widziałem nieodebrane połączenia i wiadomości. Mimo ochoty odczytania ich nie zrobiłem tego. nie mogłem im dać znać, że mnie obchodzą.. ani pozwolić sobie się załamać. Nie chciałem być nieczuły, byłem po prostu załamany. Błądziłem myślami w czasie i przestrzeni walcząc z życiem, strachem i samym sobą. Ten ostatni był najgorszy. Siadając na łóżku przed dużym lustrem widziałem swoje odbicie, ale ten po drugiej stronie szklanej tafli wydawał się być inny. Siebie widziałem, lub chciałem widzieć jako osobę pogodną i pełna energii, wiedziałem jedynie że teraz moja twarz jest stroskana i przepełniona oznakami zmęczenia. W lustrze zaś widziałem zadziornego, pewnego siebie i pełnego życie Yugiriego. Kim był i skąd się wziął nie wiem. Był taki jaki ja chciałem być, ale nie byłem. i w tym cały problem, nie byłem nim. Nie potrafiłem sobie poradzić nawet z własną ucieczką, a on.. on wydawał się taki pewny siebie. I był na wyciągnięcie ręki po drugiej stronie lustra. Zwariowałem. Innej możliwości nie było, moje emocjonalne kłopoty wpędzały mnie w obłęd. żeby jakoś sobie z tym poradzić odpaliłem laptopa. Dość długo wpatrywałem się w płaski ekran zastanawiając się co wpisać, by uzyskać odpowiedź na moje bliżej nieokreślone pytanie. W końcu znalazłem, przecież problem był we mnie. Nie panowałem nad emocjami, nad sobą. Jakieś podstawy medytacji, albo chociaż joga. Coś co zajmie mój umysł i wyciszy myśli. Odpowiedzi na moje pytanie było wiele, kliknąłem zatem w pierwszy lepszy link.
To co znalazłem okazało się proste -  w teorii. Praktyka okazała się naprawdę trudna. Nie mogłem się skupić, zasnąłem.. ale nie poddawałem się. W końcu udało mi się uspokoić, głębszego stanu poza skupieniem na oddychaniu nie osiągnąłem.. ale zawsze to coś! Spokój był naprawdę cudowny, okazuje się że brakowało mi go bardziej niż myślałem. Chciałem go zatrzymać, ale nie mogłem. Nerwy, które jakimś cudem uderzyły we mnie rozlały się tworząc chaos w moim nowo powstałym i kruchym spokoju. Bałem się, czego? Nie wiem.. samego siebie. Dopiero kiedy znalazłem się tutaj, poczułem jak bardzo uzależniłem się od słodkiego narkotyku jakim jest miłość Kazamiego. Jak bardzo potrzebowałem tego zmęczenia po próbach i jak brakowało mi Rei'a, tego wesołego, pogodnego Rei'a. Cały czas był obok.. i skrywał swoje uczucia. Nawet sam nie wiedziałem co do niego czuję. Był moim przyjacielem..Ta sytuacja mnie przerastała. Mając dookoła wszystko co najważniejsze, miłość, przyjaciół i satysfakcjonującą mnie pracę nie zwracałem na to uwagi. Nie zwracałem uwagi na nic. Czułem się winny, jakby wszystko było moją winą. Narastająca we mnie złość pulsowała w żyłach, dlaczego na nic nigdy nie zwracałem uwagi? Zacisnąłem pięści, jeśli straciłbym panowanie.. miałem odpocząć, przemyśleć a nie uciekać i bawić się w Emo Martynkę. Yugi, - myślałem - bądź Ty mężczyzną, miej jaja.
Wtuliłem twarz w poduszkę czując jak nasiąka łzami spływającymi op mojej twarzy. Czułem delikatne kryształki turlające się w dół po moich policzkach, ale nie czułem ulgi. Wraz z łzami opadały także siły na bunt, zasnąłem.. cały czas wściekły na siebie uśmiercałem mą osobę we własnych snach.

4 komentarze:

  1. No kurczę. ;; Dlaczego Ty tak świetnie piszesz? T.T A ja nie potrafię nawet sklecić jednego porządnego zdania? Cieszę się, że coś dodałaś i czekam na więcej. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo dodam coś, w innych opowiadań.. Mam nadzieję, że się ubawisz kochana <3
      + nie chrzań, uwielbiam Cię czytać ;3

      Usuń
  2. No więc Renuśka wygłasza mowę także uprasza się o uwagę
    Cudnie piszesz naprawdę. Masz talent dziewczyno. Ale muszę się do czegoś doczepić mianowicie rozdziały za krótkie kurna no!
    ja się wczytuje a tu dupa koniec ; //
    Czekam na więcej : 3

    OdpowiedzUsuń