Woda. Spływała nieśpiesznie po szybach przecząc logice. Za oknem, gdzieś wysoko, szare chmury płakały rzewnymi łzami. Uderzały one o parapet z prędkością, której pozazdrościłby nie jeden perkusista. A jednak krople po oknie spływały nad wyraz powoli. Jakby chciały zatrzymać melancholię i ból jaki rozdzierał młode serce. Szare oczy beznamiętnie wpatrywały się w sufit rozmyślając nad swym marnym żywotem.
Gwałt.
To słowo nie opuszczało umysłu istoty, która w tym momencie siedziała na podłodze opierając plecy o ścianę.
Kochać, do tej pory znaczyło poświęcać się, być i bezwarunkowo wspierać, ale nigdy nie krzywdzić drugiej osoby. Z drugiej strony, czy można poczuć się skrzywdzonym jeśli taka była własna decyzja? "Rób co chcesz, mnie to nie dotyczy". Jakby ciało nie było własnym, umysł chował się w zakamarkach, jak wyłączony. Ciało jak maszyna, działało na polecenie, nie pozwalając by do świadomości dotarło cokolwiek, przynajmniej poza bólem jaki towarzyszył powrotowi świadomości do ciała. Wtedy ból był przeszywający, łzy na policzkach pojawiały się zanim ból dotarł do świadomości.
A potem pojawiała się niemoc, brak chęci do zrobienia czegokolwiek, chęci, sił, potrzeby robienia czegokolwiek..
Ta rzeczywistość powtarzała się kilka miesięcy. Ból, łzy, "kocham cię" które straciło znaczenie i niemoc.
Może nawet zrobiłby coś z tym, poszedł na policję, odciął się, powiedział komuś. Ale nie zrobił niczego, milczał aż stało się zbyt późno.
Wzrok szarych oczu powędrował na blade ręce. To już minęło. Ból, łzy, zawód. Miał wrażenie, że to powinno minąć, ale tak się nie działo. Kłótnie, wyrzuty, zawód.. każda odmowa tak się kończyła. Za każdym razem zaciskał pięści i chciał wrócić do bolesnej przeszłości. Wszystko byle nie oglądać zbolałego wzroku kogoś, kogo kochał nad życie, a zarazem kogoś, kto nie mógł zrozumieć że on nie czuje potrzeby udowadniania uczucia w ten sposób. Udowadniania ani nawet okazywania go. Dla niego mogło się kończyć na pocałunku, wtulenie się wieczorem w ukochaną pierś by wysłuchać bicia serca, jedynego jakie miało znaczenie, to była jego wizja. Brutalnie zresztą zdeptana przez realny świat. Nawet najbardziej wyrozumiała osoba miała swoje potrzeby, wiedział to, rozumiał, i cierpiał. cierpiał oddając się i płakał, gdy widział ból jeśli odmówił tego zrobić.
Najgorsze docierało do niego niedawno, zanim zaczęło padać.
Gwałt.
Obraz minionych miesięcy, kiedy to cierpiał w ciszy powrócił boleśnie którejś nocy niosąc z sobą to okropne słowo.
Tym właśnie było to, na co pozwalał. On na to pozawalał, zachęcał go do tego.. Tak, jakby sam chciał być traktowany w ten sposób, a przecież uważał to za odarcie z resztek godności jaką miała w sobie każdą istota ludzka.
Teraz nic nie mógł z tym zrobić, było za późno. Nikt mu nie uwierzy. Poza tym,teraz było.. dobrze. Najzwyczajniej w świecie dobrze.
Chłopak skulił się pod ścianą cicho płacząc. Nie wiedział jak się czuć, czy powinien jakkolwiek się teraz czuć. Chciałby się bać, czuć obrzydzenie do siebie, nienawidzić jego, siebie, życia. Ale nie potrafił nic poza uronieniem kilku łez.
Nie bolało go to, nie bał się, a na dodatek kochał go jeszcze mocniej. Więc co mógł teraz zrobić? Zapomnieć? Nie mógł, a nawet gdyby, jego umysł przypomniałby mu o tym za każdym razem gdy zamknąłby oczy. Chciał z tym żyć, iść do przodu i zapomnieć. O tak. Chciał się zapomnieć, zostać zapomniany.
W tym momencie w sercu jasnowłosego coś pękło, w jego oczach pojawił się błysk, na usta wpełzał niczym wąż zdradziecki uśmiech. Ocierając łzy wstał i raźnym krokiem wymaszerował z domu. Śpieszył się, jakby chwilowa odwaga miała go zaraz opuścić. Jakby polepszenie się jego stanu, miało zwiastować kolejną falę piekących oczu kropelek smutku i ciernie wspomnień oplatające jego umysł.
W najbliższym sklepie wypełnił koszyk kilkoma piwami. Rzucił pieniądze na ladę nie czekając na resztę i wrócił do domu. Otworzył wszystkie pijąc jedno za drugim. W międzyczasie znalazł w domu krople na serce i tabletki przeciwbólowe. Krople należały do jego matki, wątpił był kilka kropel miało dla niej znaczenie. Kilka cennych, potrzebnych jemu kropel, które odmierzył do kieliszka, połknął je razem z garścią tabletek zapijając alkoholem.
Złe samopoczucie i mdłości nie powstrzymały go, wypił wszystko co kupił. Na podłodze jego pokoju leżało już siedem butelek. Blondyn rozpuścił włosy wcześniej spięte w dwa kucyki (przez które niejednokrotne pomylono go z kobietą) i padł na łózko próbując zasnąć. Miał nadzieję się nie obudzić, przynajmniej nie jutro.. może za dwa, trzy dni. Zapomnienie, narkomańska śpiączka. Wypróbował to w czasie szkoły. Zawsze działało i nikt nigdy nie wpadł na pomysł, żeby płukać mu żołądek.
Coraz cięższe powieki zwiastujące działanie mieszanki zadowoliły chłopca. Zaśnie, w końcu zaśnie i nic nie będzie pamiętał. Dwa dni snu, tyle powinno wystarczyć żeby sobie wybaczyć. Żeby zrozumieć miłość jaką darzył Hyde'a, ból który pośrednio sam sobie zadawał, a co najważniejsze fakt, że wszystko chce zachować dla siebie. Do grobowej deski, świadomość okropnej przeszłości połączona z tym, że mimo to nie chce odejść, choć może i nic złego go za to nie spotka pozwoliła mu zasnąć z niewielkim uśmiechem na ustach.
Gwałt.. coś, co dla większości jest trudne. Koszmar, który każdej nocy powraca do ofiar, dla niego stał się dowodem na to, że jednak potrafi kochać bezgranicznie, wybaczył jemu. Teraz musi tylko wybaczyć sobie.